księga gości


2008
luty




student-medycyny


..:: prolog ::..

Decyzję o zdawaniu na medycynę podjąłem spontanicznie, wcześniej miałem przeróżne pomysły na siebie, które ze studiami lekarskimi nie miały nic wspólnego – paleontologia, dziennikarstwo, prawo, archeologia …wreszcie medycyna.

Uznałem, że medycyna da mi swojego rodzaju autonomię a jako, że zawsze uważałem się za niespokojną duszę i marzyłem o dalekich i ryzykownych podróżach doszedłem do wniosku, że będąc lekarzem – człowiekiem potrzebnym niemal wszędzie - otwieram przed sobą możliwości podróżowania po wielu ciekawych krajach, np. jako członek organizacji „Lekarze bez granic”.

Oczywiście nie brałem wtedy pod uwagę tego, że nadejdzie taki dzień, kiedy będę musiał wybrać pomiędzy rodziną a wyjazdami. I że wybór ten z każdej strony będzie tragiczny skoro jedno i drugie jest dla mnie marzeniem.

Decyzja zapadła w wakacje pomiędzy 1 a 2 klasą LO. Miałem dwa lata. Ponieważ profil mojej klasy – j. niemiecki – nie miał nic wspólnego z moimi planami, byłem zmuszony zdać się na siebie i łaskę swoich rodziców, którzy byli wstanie zapewnić mi korepetycje.

W chwili podjęcia decyzji jednym przedmiotem, którego nazwa nie budziła we mnie zgrozy była chemia – jako nieliczny w swojej klasie, miałem ocenę dopuszczającą bez dodatkowych poprawek. Fizyka była dla mnie jak magia. Biologia podobnie – głownie, dlatego, że ten przedmiot w mojej klasie to była czysta fikcja.

Rozpoczęła się gonitwa. Byłem świadomy tego jak niewiele czasu mi zostało a jak dużo miałem do zrobienia. Postanowiłem, że nauka stanie się dla mnie czymś naturalnym.
Zawsze byłem ciekawy świata, więc nie było to aż takie złe.

Żeby nikogo nie zrażać, musze się przyznać, ze nie siedziałem nad książkami całymi dniami a na pewno już nie zarywałem nocy. Jednak starałem się, aby moja nauka była maksymalnie efektywna. Dzięki „elitarności” mojego liceum, która polegała na dużej tolerancji wobec „naukowych” indywidualności miałem możliwości skupienia się głównie na tych 3 przedmiotach, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć na maturze.

Rok przed moją maturą do zakwalifikowania się na studia lekarskie, trzeba było uzyskać ok. 180 pkt.
Założyłem sobie, że stać mnie na 230.

Miałem 236.


2008-02-08 22:44:26 skomentuj (9)
..:: słowem wstępu ::..

Celem tego dziennika jest ukazanie innym drogi, którą podąża wielu młodych ludzi studiujących medycynę. 

Podejmę się zuchwałej próby przedstawienia czytelnikom tego jak wygląda życie studenta medycyny, z jakimi dylematami się on spotyka i jak radzi sobie z tymi problemami

 

Jestem świadomy tego, że niestety na studia medyczne dostałem się między innymi kosztem lekceważenia lekcji j. polskiego, dlatego proszę o wyrozumiałość dla mojego warsztatu literackiego.

 

Dziennik ten dedykuje szczególnie ludziom, którzy decydują się na to, aby zdawać na studia lekarskie.


2008-02-08 22:06:01 skomentuj (3)